POEZJA KAPITANA FIDELISA (4)

Od kilku miesięcy publikujemy fragmenty poezji kpt. ż. ś. Stanisława FIDELISA – człowieka szczególnie zasłużonego w propagowaniu dziedzictwa rzeki Wisły. Dzisiaj przedstawiamy kolejne utwory, mianowicie „WISTULA”, „MARYNARZYK” „PANTA RHEI” oraz „PŁYNĘ”. Załączmy również kilka następnych fotografii z działalności Kapitana, zwłaszcza Jego spotkań autorskich. Dnia 8 maja, kpt. Stanisław FIDELIS będzie obchodził święto swojego patrona. Z tej okazji, zespół redakcyjny, życzy Drogiemu Solenizantowi dobrego zdrowia, realizacji planów i zamierzeń, niezakłóconej weny twórczej oraz tradycyjnej „stopy wody pod kilem”.

 

 

 

TECHNIKUM ŻEGLUGI ŚRÓDLĄDOWEJ WE WROCŁAWIU ATRAKCYJNA OFERTA EDUKACYJNA DLA MŁODZIEŻY

Zawód marynarza, od wielu dekad, cieszył się popularnością wśród przedstawicieli młodej generacji Polaków. Któż nie czytał Lorda Jima Josepha Conrada Korzeniowskiego, gdzie przygoda, romantyzm i egzotyka są wszechobecne. Jednakże, długie rejsy morskie i oceaniczne bywają czasem monotonne, albowiem marynarz przez wiele dni nie widzi nic oprócz toni morskiej. Natomiast, krajobrazy, których doświadcza marynarz żeglugi śródlądowej są całkiem inne, zmienna konfiguracja linii brzegowej, charakterystyczne obiekty brzegowe i inne, ciekawe widoki. Może dlatego, wielu młodych ludzi wybiera tenże zawód. Poza tym, rozłąka z rodziną, na pewno, nie jest tak długa, jak w przypadku członków załóg statków morskich. Żegluga śródlądowa w Polsce – ma swoich entuzjastów-profesjonalistów pływających po pięknych wodach Polski i krajów Europy.

Jednakże, aby przygotować młodzież do interesującego – aczkolwiek trudnego – zawodu marynarza żeglugi śródlądowej, potrzebne są gruntowne podstawy edukacji zarówno ogólnej jak i specjalistycznej. Taką misję ma Technikum Żeglugi Śródlądowej we Wrocławiu kształcące rzesze „wilków rzecznych”.  Dzisiejszy model kształcenia kadr żeglugi śródlądowej, to system oparty na bogatych doświadczeniach autorytetów w tejże dziedzinie np. kmdr por. Adama RESZKI, kpt. mar. Leszka STELMASZYKA i kpt. ż. ś. dr Jana PYSIA.  Dzisiejsze Technikum Żeglugi Śródlądowej we Wrocławiu to szkoła na miarę XXI wieku. Uczniowie zdobywają wiedzę pod kierunkiem specjalnie dobranej kadry dydaktycznej z wysokimi kwalifikacjami zawodowymi. W przedmiotach zawodowych, największe znaczenie mają nawigacja i locja. Szkoła dysponuje zestawami systemów multimedialnych, przy pomocy których symulowane są procesy zachodzące na pokładach jednostek pływających. Ważną rolę w procesie kształcenia ma nabycie umiejętności praktycznych. Uczniowie zdobywają doświadczenie na pokładach jednostek pływających, są szkoleni w zakresie prac na pokładzie i w siłowniach okrętowych oraz uczą się robót bosmańskich. Wśród priorytetów dydaktycznych, istotne miejsce zajmuje szkolenie w zakresie bezpieczeństwa na wodzie oraz szkolenie przeciwpożarowe.

Ukończenie Technikum Żeglugi Śródlądowej jest przepustką nie tylko do wykonywania zawodu marynarza na statkach śródlądowych i morskich, ale również do kształcenia na poziomie wyższym. Przed absolwentami stoją otworem takie uczelnie jak: Akademia Marynarki Wojennej w Gdyni, Uniwersytet Morski w Gdyni i Akademia Morska w Szczecinie. W polskim społeczeństwie, granatowy mundur marynarza zawsze wzbudzał podziw i respekt. Dla zainteresowanych, dalsze informacje (szczególnie dotyczące rekrutacji na nadchodzący rok szkolny) zawarte są na witrynie internetowej www.tzs.edu.pl, natomiast, pytania można kierować po adresem Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .

 

NIE ŻYJE KPT. Ż. Ś TADEUSZ ZDANOWICZ

W dniu 9 kwietnia 2021, niespodziewanie odszedł na wieczną wachtę kpt. ż. ś. mgr Tadeusz ZDANOWICZ. Urodzony na Kresach Wschodnich w Nowej Wilejce 23 lipca 1944, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, wieloletni, zasłużony Dyrektor Urzędu Żeglugi Śródlądowej w Giżycku, uznany ekspert krajowy w dziedzinie żeglugi śródlądowej – uczestnik posiedzeń Komisji Parlamentarnych, entuzjasta i działacz na rzecz żeglarstwa, jachtingu, windsurfingu i boatingu, organizator wielu imprez i wydarzeń sportowych, wieloletni i wypróbowany sojusznik Polskiego Związku Motorowodnego i Narciarstwa Wodnego, Polskiego Związku Żeglarskiego i Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Odznaczony m. in. Krzyżem Kawalerskim Orderu POLONIA RESTITUTA.

Decyzją Prezesa Ligi Morskiej i Rzecznej w Gdańsku kpt. ż. w. dr inż. Andrzeja KRÓLIKOWSKIEGO, kpt. ż. ś. Tadeusz ZDANOWICZ został pośmiertnie wyróżniony Krzyżem PRO MARI NOSTRO. Natomiast, na podstawie decyzji Prezesa Okręgu Mazowieckiego LMiR w Warszawie kpt. ż. ś. mgr Andrzeja POTAPOWICZA, kpt. ZDANOWICZOWI została przyznana – również post mortem – Honorowa Komandoria PRO FLUMINIBUS POLONORUM.

Rodzinie zmarłego kapitana, Zarząd Okręgu Mazowieckiego LMiR składa serdeczne wyrazy współczucia.

 

Christus resurrectus est. Gloria Deo Omnipotenti!

Członkom Ligi Morskiej i Rzecznej,
współpracownikom i sympatykom, 
najlepsze życzenia z okazji Świąt Wielkiej Nocy
przesyła
Prezes Okręgu Mazowieckiego LMiR
kpt. ż. ś. Andrzej POTAPOWICZ.

 

 

 

 

 


 

Kpt. ż. w. Eugeniusz Andrzej DASZKOWSKI (1930-2021)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

Kpt. ż. w. Eugeniusz Andrzej DASZKOWSKI (1930-2021)

Dnia 27 marca 2021 o godz. 6.15, w Szczecinie, na wieczną wachtę, odszedł kpt. ż. w. Eugeniusz Andrzej DASZKOWSKI, Kawaler Pierścienia Hallera i Krzyża Pro Mari Nostro, doskonały nawigator, ceniony nauczyciel akademicki, pisarz-marynista, członek Stowarzyszenia Kapitanów Żeglugi Wielkiej i Stowarzyszenia Marynistów Polskich, członek Związku Literatów Polskich oraz Honorowy Obywatel Miasta Wyszkowa. Odznaczony m. in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta, Złotym Krzyżem Zasługi i Złotą Odznaką Gryfa Zachodniopomorskiego. Wielki erudyta i postać niezwykle szlachetna.

Urodził się w Wyszkowie 4 lutego 1930 w rodzinie zajmującej się rolnictwem. Mimo licznych obowiązków młodego chłopca w gospodarstwie, rodzina sprzyjała Jego pasji do nauki i rozwoju intelektualnego. Był istnym „molem książkowym” i interesowały Go prawie wszystkie gatunki literackie. Jednakże, w tym przypadku, dominantę stanowiły powieści Josepha Conrada, które wywarły istotny wpływ na kształtowanie systemu aksjologicznego młodego człowieka i Jego wybór drogi życiowej.  W okresie okupacji, młody Genek pobierał nauki na tajnych kompletach i jednocześnie zaangażował się w działalność konspiracyjną w Szarych Szeregach. Po wyzwoleniu, kontynuował naukę w wyszkowskim Gimnazjum, gdzie zorganizował aktywne koło Ligi Morskiej. Po maturze, Eugeniusz zdał znakomicie egzamin wstępny i został przyjęty do Państwowej Szkoły Morskiej w Szczecinie, którą ukończył w roku 1950.

Jednakże, dyplom PSM nie stanowił dla Eugeniusza DASZKOWSKIEGO przepustki do służby na statkach Polskiej Marynarki Handlowej. W latach 50-tych, w okresie stalinizmu, fakt przynależności do struktur Szarych Szeregów, był „wilczym biletem” dla służby w PMH. Stąd, marynarz z dyplomem otrzymał zakaz pływania, który został uchylony dopiero po „politycznej odwilży” w roku 1956. Czas między ukończeniem PSM a uchyleniem rzeczonego zakazu, E. A. DASZKOWSKI odpowiednio wykorzystał, jako że uzyskał tytuł magistra ekonomii na Wydziale Ekonomicznym Politechniki Szczecińskiej.  Służbę w żegludze rozpoczął od stanowiska młodszego marynarza na fińskim statku „Satu” w roku 1957, a następnie służył na statkach Polskiej Żeglugi Morskiej, tj. na MS „Chochlik”, „Kielce”, „Nogat”, „Soła”, „Kopalna Zabrze” i „Toruń”. Po 11 latach służby na coraz to wyższych stanowiskach, uzyskał dyplom kapitana żeglugi wielkiej. Pierwsze dowództwo morskie objął w roku 1969 na statku m/s „Orla”. Począwszy od roku 1970, był kapitanem drobnicowca s/s „Narwik”. Dowodził wieloma statkami wspomnianego szczecińskiego armatora, m.in. „Kutno II”, „Chrzanów”, a również jednostkami po obcą banderą (służba kontraktowa). Pracę na morzu, jako kapitan zakończył w 1997 roku, przekazując następcy dowodzenie statkiem „Patricia II”.

Ważnym etapem kariery kpt. E. A. DASZKOWSKIEGO były lata 1972-1978, kiedy piastował stanowisko rektora Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie. Na podstawie obowiązujących w szkolnictwie morskim przepisów, został zaszeregowany, jako docent mianowany w grupie pracowników naukowo-dydaktycznych.  Jako rektor, znacznie przyczynił się do podniesienia jakości kształcenia i uzyskania wysokiej rangi przez uczelnię. Osiągnął to dzięki pozyskaniu dla uczelni wysoko kwalifikowanej kadry oraz wdrożenie odpowiednich opracowań systemowych dla procesu kształcenia.  Wzrosła również liczba studentów. Za Jego kadencji, uczelnia zakupiła statki szkolne, MS „Kapitan Ledóchowski” i MS „Rybak”, na pokładach, których, studenci WSM odbywali niezbędne praktyki morskie.

Kpt. ż. w. Eugeniusz DASZKOWSKI zawsze był emocjonalnie związany ze swoim miastem rodzinnym i wiele zrobił dla jego promocji. Na jesieni roku 1974, miał swój znaczny udział w trakcie programu BANK MIAST realizowanego przez Telewizję Polską. Rywalizacja między Rawą Mazowiecką a Wyszkowem zakończyła się sukcesem dla Wyszkowa. Ponadto, dzięki Jego promocji służby w PMH na terenie Wyszkowa i okolic, spora liczba młodych ludzi podjęła studia w WSM w Szczecinie. Dzisiejsi, pochodzący z Wyszkowa kapitanowie żeglugi wielkiej - Andrzej KRAWCZYK, Stanisław CAL, Zbigniew MARIAŃSKI. Waldemar MALINOWSKI, Tadeusz DUDEK, Ryszard ANUSEWICZ oraz starszy oficer mechanik Andrzej ROICKI – pochodzą z okresu rekrutacji prowadzonej przez kpt. DASZKOWSKIEGO. W latach 80-tych, Wyszków miał najwyższy w kraju statystyczny wskaźnik kapitanów żeglugi wielkiej w przeliczeniu na 1000 mieszkańców – znacznie wyższy niż miasta na Wybrzeżu.  Kolejnym wkładem kpt. DASZKOWSKIEGO w promocję Wyszkowa było wybudowanie dla Polskiej Żeglugi Morskiej i zwodowanie w stoczni Glasgow–Govan statku MS „Wyszków”. Co prawda, inicjatywa pochodziła od ś.†p. ppor. mar. Kazimierza DEPTUŁY; jednakże, to kpt. ż. w. Eugeniusz DASZKOWSKI był osobą, która przekonała ówczesnego dyrektora PŻM Ryszarda KARGERA do finalnej realizacji tego przedsięwzięcia.

Po przejściu na emeryturę w roku 1997, głównym zajęciem kapitana stało się pisanie. Co prawda, swoją przygodę pisarską rozpoczął w wieku 28 lat publikując głównie w rozmaitych czasopismach; jednakże, w późniejszych latach Jego życia, liczba pozycji wydawniczych (książek) znacznie wzrosła. Ogółem napisał ponad 20 książek, w których przedstawia głównie swoje doświadczenia na morzu. Nie brakuje w nich konradowskiego romantyzmu morskiego, ale również pojawia się sporo humoru opartego na tzw. real-life situations oraz trafnych obserwacji zachowań członków załóg (zwłaszcza wielonarodowych), pasażerów, partnerów, kontrahentów oraz napotkanych innych ludzi.

Zadebiutował zbiorem opowiadań pt. „Wachta” (1972). Następne książki to „Marynarski widnokrąg” (1972), „Afrykańskie spotkania” (1976) - wyróżniona nagrodą literacką im. J. Conrada), powieść „Do portu przeznaczenia”(1978), wreszcie „Morskie progi" (1978) wydane w serii „Opowieści morskie", „Fere” (1981), „Ostatni rejs Narwika” (1982) „Zali” (1986), „Blindziarze z San Pedro” (1988), „Małpi rejs” (1988), „Marynarski węzeł” (1996), „Pierwsza po Bogu” (1997), „Szkoła wilków morskich” (1997), „W pogoni za żywym srebrem” (1999), „Isabel z Mainlandu” (2001), „Na morzu i na lądzie” (2014), „Droga na kapitański mostek” (2017), „Marynarski kalejdoskop”) 2017), „Feralny rejs” (2017), „Satu” (2018), „Marynarze i celnicy” (2018) i „Rejs do Dżeddy” (2019) i „Miłość na statku” (2020). Dwie książki autor poświęcił swojemu miastu rodzinnemu, a są to „Mój Wyszków” (1996) i „Wyszkowskie wspomnienia” (2000). Ostatni raz, autor był w swoim rodzinnym mieście na promocji „Rejs do Dżeddy” na jesieni roku 2019, która odbyła się w Bibliotece Miejskiej.

Prywatnie, kpt. ż. w. Eugeniusz Andrzej DASZKOWSKI był osobą ciepłą z gawędziarskim zacięciem i swadą oraz poczuciem humoru. W towarzystwie, pijał tylko czerwone wino, a do Jego ulubionych gatunków należały Madeira i Malaga.

 

KMDR EDWARD OBERTYŃSKI (1913 -2007)

Jedną z ciekawszych postaci spośród „braci marynarskiej” był bezsprzecznie kmdr Edward OBERTYŃSKI, żołnierz, oficer PMH, pisarz-marynista oraz członek Ligi Morskiej. Fakt ten wynika zarówno z Jego interesującej drogi życiowej oraz wielu dokonań - w obszarze służby wojskowej, działalności społecznej oraz wkładu na rzecz kultury polskiej.

Urodził się 3 maja 1913 r. we Lwowie w zamożnej i znakomicie wykształconej rodzinie szlacheckiej. Był synem Mariana OBERTYŃSKIEGO herbu Sas (1880-?) oraz Heleny RULIKOWSKIEJ herbu Korab (1884-1963). Edward odziedziczył po ojcu herb Sas i do końca życia nosił rodowy sygnet. Rodzice dbali o rozwój intelektualny syna, który, między innymi, oprócz przyswajania wiedzy ogólnej – zwłaszcza nauk humanistycznych - uczył się kilku języków obcych, co miało znaczny wpływ na Jego późniejsze losy.  W dzieciństwie, młody Edward nosił ubranko stylizowane na strój marynarski z charakterystycznym marynarskim kołnierzem; taka była, bowiem, moda dla dzieci w latach 20-tych i 30-tych ubiegłego stulecia.

W roku 1934, jako osoba z maturą, ukończył Wołyńską Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim, po czym, w poszukiwaniu swojej drogi, przeniósł się do Gdyni, z którą związał swoje losy do końca życia. Początkowo był zatrudniony, jako robotnik w Cukroporcie. Potem, podjął pracę w Polskiej Agencji Morskiej, gdzie w 1936 roku pełnił już funkcję kierownika linii żeglugowej obsługującej Zatokę Meksykańską i porty Ameryki Środkowej, obsługiwanej przez Gdynia-America Lines (GAL).

Jednakże, obiecująco zapowiadająca się kariera została przerwana przez wybuch wojny w roku 1939. Ppor. rez. Edward OBERTYŃSKI został zmobilizowany i jako zastępca dowódcy plutonu artylerii piechoty 1 Morskiego Pułku Strzelców, brał udział w obronie Kępy Oksywskiej. Po kapitulacji Gdyni, oficer dostał się do niemieckiego Oflagu II A Prenzlau. W niemieckiej niewoli, dotrwał do końca wojny. Za wyjątkowe męstwo w obronie Gdyni we wrześniu 1939 roku, został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderem Wojennego Virtuti Militari. Po wyjściu z obozu, walczył w szeregach I Armii WP i brał udział w wyzwoleniu Gdyni i Kołobrzegu.

Na początku 1945 roku pełnił również funkcję redaktora gazety „Zwyciężymy” 1 Armii Wojska Polskiego. Po zakończeniu działań wojennych, otrzymał przydział do Polskiej Misji Wojskowej w Londynie, której zadaniem miedzy innymi, były negocjacje z Rządem Jego Królewskiej Mości w sprawie zwrotu polskich okrętów do kraju (m. inn. ORP. BŁYSKAWICA).  Jako jeden z niewielu oficerów, znakomicie poruszał się w obszarze protokołu dyplomatycznego oraz kurtuazji morskiej – nie mówiąc o Jego nieprzeciętnych uzdolnieniach językowych, które były w tych sytuacjach niezbędne. Właśnie tenże talent - wtedy kpt. mar. Edwarda OBERTYŃSKIEGO - był wielce pomocny w trakcie historycznej wizyty generała Dwighta EISEHOWERA – głównodowodzącego wojsk USA w Europie - w zrujnowanej Warszawie dnia 21 września 1945. Kapitan pełnił wtedy arcytrudną rolę tłumacza w rozmowach między wybitnym amerykańskim gościem (późniejszym 34-tym prezydentem Stanów Zjednoczonych), a przedstawicielami Dowództwa Wojska Polskiego – głównie gen. dyw. Marianem SPYCHALSKIM.

Po roku 1948, po przejściu do rezerwy, pracował najpierw, jako makler w firmie „Navigator”, następnie, jako dyspozytor Portu Gdynia, gdzie jeszcze dodatkowo prowadził zespół artystyczny przy Zakładowym Domu Kultury. Jego kolejne stanowiska we flocie handlowej – tj. oficera rozrywkowego na M/S BATORY, kierownika Działu Pasażerskiego i ochmistrza PLO – stały się inspiracją do Jego pracy twórczej i stworzyły liczne możliwości rozwoju intelektualnego. W czasie podróży morskich i w przerwach między rejsami, oficer PMH Edward OBERTŃSKI wiele tworzył – nagrywał audycje i filmy, prowadził prelekcje, oraz pisał książki. Przez wiele późniejszych lat, był aktywnym członkiem Stowarzyszenia Marynistów Polskich. Od lat 80-tych, prowadził liczne spotkania z młodzieżą szkolną i publiczne prelekcje dla dorosłych – w tym czasie, nieodłącznymi atrybutami były mundur marynarski i fajka. Był członkiem Ligi Morskiej oraz współtwórcą m.in. Towarzystwa Miłośników Gdyni, Koła Starych Gdynian oraz członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Brytyjskiej.

Do Jego najważniejszego dorobku literackiego należą: Saga rodów gdyńskich, Złoty trójkąt, Na kursie – wolność!, Gawędy o starej Gdyni, Statek wierny banderze, Pirackie przygody, Łowcy wraków, Rejs do Hongkongu oraz Tym, co na morzu. Za wydaną w roku 1994 powieści Noc Komandorów został laureatem Nagrody Artystycznej Prezydenta Gdyni. Ostatniej pracy na temat strat wojennych wśród mieszkańców Gdyni nie ukończył.

Odszedł na wieczną wachtę 17 stycznia 2007 w wieku 93 lat ceniony humanista, erudyta i człowiek wielkiej kultury.

 

ALEKSANDER DOBA (1946-2021)

Każdy idący w młodości na morze spodziewa się, że spotka tam ludzi niezwykłych — twardych, upartych, silnych fizycznie i mentalnie, ludzi podobnych tym, których poznał w marynistycznej literaturze z młodości i za takimi się oglądają wokół siebie. Marynarze, rybacy, żeglarze zawsze śledzili i wciąż śledzą to, co dzieje się na morzu w ich środowisku. Każde wydarzenie odbiegające od standardów, niezwykłe, ciekawe przywołuje legendarne postacie z historii żeglugi, budzi zainteresowanie i dyskusje w środowisku. Ludzie morze z niezwykłym zainteresowaniem śledzą poczynania wybitnych żeglarzach, podróżników i wszystkich, którzy dokonywali i dokonują rzeczy niezwykłych. Z pokładu statków na których pływają przyglądają się nie tylko morzu, ale przede wszystkim ludziom, którzy mierzyli się i mierzą z nim z pokładów łódek, jachtów i kajaków, gdzie wysokość fali zasłania widnokrąg, a jej woda wlewa się do kokpitu mocząc sternika. Wielu tych ludzi, których podziwiają, od Slocuma do Aleksandra DOBY właśnie, spotykać mogli na gdyńskich Kolosach. Spośród wszystkich tam poznanych, jeden wydawał się szczególnym, był nie tylko kajakarzem ale latał na szybowcach, skakał ze spadochronem i uprawiał również kolarstwo. Uzyskał też rozszerzony patent sternika jachtowego. Energia  i aktywność rozsadzały go od wnętrza.

Trudno było nie zwrócić na niego uwagi, gdyż napotykali się na notatki o jego wyczynach niemal rokrocznie. Z wód śródlądowych, szybko przeniósł się na morze przepływając w roku 1991 całą polską morską granicę i przez cieśninę Pilawską dotarł do Elbląga. Z morza często wracał na europejskie rzeki i kanały bijąc wciąż jakieś rekordy w długościach tras i czasach odbywanych rejsów. Jednak będąc na morzu złapał bakcyla „M”, który zaczął go dręczyć i wyzwalać nowe marzenia, nowe cele.  Zasmakował w pływaniu po morzu.  Opłynął kajakiem Jutlandię, Zelandię i Bałyk. Zamarzył mu się Bajkał i zrobił to. W końcu dopadł go Atlantyk. Najpierw Morze Północne do Narwiku, aż w końcu w poprzek wielkiej wody! Nie ma sensu detalicznie opisywać tu jego dokonań, to każdy może znaleźć w Internetowych, prasowych publikacjach i książkach przez niego napisanych jak i o nim samym pisanych przez innych. Trudno tutaj klasyfikować jego wyczyny, ale na pewno najbardziej jest znany z przepłynięcia kajakiem Atlantyku. Zrobił to trzykrotnie. Był znakomitym gawędziarzem i lubił przekazywać wiedzę o swoich przygodach otoczeniu.  Fascynował swoją energią i parciem na aktywne życie.  Ludzie morza patrzą na niego z punktu widzenia profesjonalistów, ludzi, którzy na morzu spędził po kilkadziesiąt lat. Wielokrotnie na otwartym morzu pływali w małych łódkach, czy gumowych pontonach i często czuli to morze tak jak on je postrzegał i tym bardziej potrafią docenić, to czego dokonał.

Taki człowiek jak Aleksander, którego przyjaciele Olkiem nazywają, otrzymywał wiele wyróżnień, odznaczeń  i nagród. Powszechnie doceniano jego heroizm i dokonania, ale są wśród nich takie wyróżnienia, które przez środowisko morskie, nie tylko zawodowe ale i żeglarskie, są najwyżej cenione.  Bardzo wysoko cenimy KOLOSY  (2000, 2909) i SUPER KOLOS 2011. Kolejnego KOLOSA przyznano kajakarzowi w 2015 roku.  Bardzo doceniamy w naszym środowisku międzynarodową nagrodę CONRADY, którą Olek otrzymał w 1999 roku. Dowodem wielkiego uznania przez środowisko morskie (zawodowe) było przyznanie w roku 2012 Dyplomu Kapitana Żeglugi Wielkiej Honoris Causa nr. 6  przez Szczeciński Klub Kapitanów Żeglugi Wielkiej.  Tym dyplomem Aleksander DOBA został przyjęty do zawodowej morskiej rodziny — to wielkie wyróżnienie naszego środowiska.

22 lutego 2021  odszedł na „ostatnią wachtę” na afrykańskiej górze Kilimandżaro wspaniały człowiek, który udowadniał wszystkim, że życie jest tyle warte ile zrealizowane marzenia. Kilimandżaro było jego ostatnim wielkim marzeniem i pewnie uznał, że ma już wszystko za sobą. Zawsze pozostanie w naszej pamięci jako człowiek niezłomny, radosny, przyjacielski i naprawdę wielki nie tylko duchem.

LOBO

 

Postscriptum;

Tomku, Kapitanie Żeglugi Wielkiej, „wytrawny  żeglarzu,” nauczycielu morskiego zawodu, człowieku, któremu - jak sam pisałeś - „Życie falami pisane” było dane, bardzo jestem wdzięczny za „obraz marzeń i dokonań Aleksandra Doby oceanicznego kajakarza”, który na drodze do gwiazd, stał się jedną z nich.

Aleksander, pomimo, że nie był członkiem LMiR, to jednak miał wielki wpływ na promocję kultury morskiej, walorów rzek i mórz, oceanu w świadomości polskiego społeczeństwa.

Dla członków Ligii Morskiej i Rzecznej, stał się inspiracją i przesłaniem …„Jeżeli chcesz osiągnąć źródło , czasami trzeba płynąć pod prąd , iść pod górę” …JPII

Aleksandrze, dziękujemy Ci bardzo, że byłeś wśród nas, ale i za to ,że nadal jesteś.

NON OMNIS MORIAR.

„Nawiguj bez przeszkód po gwiazd pełnym niebie,

Nie czuj się obco, bowiem jesteś wciąż u siebie.”

Spoczywaj w spokoju Aleksandrze!

W imieniu LMiR

Andrzej Królikowski

Prezes